Opinia niepotwierdzona zakupem
„Granice światła” Żanety Pawlik to poruszająca, nastrojowa powieść obyczajowa z wyraźnym psychologicznym pogłębieniem, która skupia się na emocjach, ciszy i tym, co dzieje się między słowami. Fabuła koncentruje się na małżeństwie Elizy i Nikodema — dwojga ludzi, którzy formalnie są razem, ale wewnętrznie dzieli ich ogromna przepaść. Ich relacja została naznaczona rodzinną tragedią, bólem i niedopowiedzeniami, które zamiast ich zbliżyć, powoli ich od siebie oddaliły. Żyją obok siebie, unikając rozmów, uciekając w milczenie, aż w końcu między nimi zostaje głównie chłód. Kiedy Nikodem wyrusza na wyprawę naukową w okolice koła podbiegunowego, fizyczna odległość staje się odbiciem tej emocjonalnej, która narastała od dawna. Eliza zostaje sama w domu, ale przede wszystkim zostaje sama ze wspomnieniami, poczuciem straty i pytaniami, przed którymi przez lata uciekała. W tym momencie zaczyna się jej wewnętrzna droga — cicha, bolesna, ale potrzebna.
Bohaterowie są bardzo ludzcy i wiarygodni. Eliza to kobieta pełna tłumionych uczuć, zmęczona udawaniem, że wszystko da się przeczekać. Jej emocje nie wybuchają spektakularnie — one są jak powoli narastający ciężar, który czytelnik niemal fizycznie odczuwa. Nikodem nie jest antagonistą, lecz człowiekiem, który również nie poradził sobie z bólem i wybrał ucieczkę w pracę, naukę i przestrzeń, gdzie łatwiej jest nie czuć. Oboje są zagubieni, oboje cierpią i właśnie ta obustronność sprawia, że historia nie jest oskarżeniem, lecz próbą zrozumienia, jak łatwo w związku można się minąć.
Ogromną rolę odgrywa tu Arktyka — nie tylko jako tło wydarzeń, ale jako silna metafora. Chłód, pustka, bezkresna przestrzeń i noc polarna odzwierciedlają stan emocjonalny bohaterów. Jednocześnie to właśnie tam pojawia się motyw światła, które potrafi przebić się nawet przez najdłuższą ciemność. Ta symbolika nadaje powieści poetycki, refleksyjny wymiar. Emocje obecne w książce są stonowane, ale intensywne: samotność przeżywana we dwoje, tęsknota za bliskością, żal po stracie, bezradność wobec tego, co już się wydarzyło, ale też delikatna, krucha nadzieja. Autorka pisze spokojnie, bez dramatycznych fajerwerków, za to z dużą wrażliwością na detale uczuć i wewnętrzne procesy.
Podczas czytania towarzyszy uczucie cichego smutku i wzruszenia, jakby ktoś bardzo trafnie nazywał to, o czym zwykle trudno mówić. Pojawia się ścisk w gardle, momenty zatrzymania, refleksja nad własnymi relacjami i nad tym, jak łatwo pozwolić, by cisza urosła do muru. Jednocześnie w tej historii jest kojąca łagodność i przekonanie, że nawet jeśli uczucia zostały zamrożone, nie muszą być martwe. To książka dla czytelników, którzy lubią spokojne tempo, emocjonalną głębię, opowieści o relacjach i wewnętrznych przemianach, a nie dynamiczną akcję. Zostawia w sercu ciepły ślad i daje poczucie, że przez największy chłód też może przebić się światło, dlatego zdecydowanie warto dać jej czas i uwagę.
2026-01-31Małgorzata, Chmielnik